nwoj0033

NWOJ0033_cover_square_3500px

SETT : FIRST AND SECOND
cd

First SETT
Second SETT

John Edwards : double bass
Dirk Serries : acoustic guitar
Benedict Taylor : viola
Daniel Thompson : acoustic guitar

Performed at the Dave Hunt studio (London, UK) on November 16th 2019.  Recorded and mixed by Dave Hunt.

Sleeve notes : Guy Peters.
Layout : Rutger Zuydervelt

“Czas na bystry, niemal gwiazdorski w obsadzie, nearly Contemporary but crazy String Quartet! Otwarcia dokonuje Serries i jego gitara, posadowiona na lewej flance. Po chwili dołączają kolejne instrumenty, ku prawej stronie patrząc – kontrabas Edwardsa uderzany dłonią, smukła altówka Taylora, wreszcie wyważona, akustycznie czysta jak łza, gitara Thompsona. Pierwsza z gitar stawia na preparacje, druga snuje półakordy, altówka i kontrabas płyną zaś swobodnym chamber, dobrze przy tym używając smyczka. Narracja szyta jest gęstym ściegiem, prezentuje szerokie spektrum ekspresji i stosowanych środków wyrazu. Po sześciu minutach muzycy decydują się na pierwsze zejście w okolice ciszy, podkreślone preparacjami altówki. Powrót do bardziej żwawej narracji następuje jednak dość szybko, głównie dzięki masywnym warstwom fonii, generowanych przez kontrabas. Gdy znów nastanie cisza, artyści proponują fazę filigranowych imitacji altówki i kontrabasu, czemu towarzyszy aktywna postawa Serriesa i pewna dramaturgiczna opieszałość Thompsona. Po kilku minutach kwartet osiąga kolejny już dziś stan intensywności, pełny akustycznych błyskotek. Po skromnym wyhamowaniu, krótkie, minimalistyczne solo prawej gitary, które przeradza się w duet z lewą gitarą, a skomentowany zostaje przez altówkę. Kilka kroków czynionych na palcach, a potem wielki skok w intensywną kipiel improwizacyjnej ekspresji. Zwłaszcza gitary zioną tu ogniem, po czym burczą zmysłowymi dronami. Zmiany, zmiany, zmiany… Gitara Dirka atakuje wyważonymi riffami, altówka skrzeczy, kontrabas stuka, a Daniel piłuje struny. Piękny moment narracji, która po małej dekonstrukcji zdaje się skrzypieć i rzęzić. Finał seta upływa na wymianie wyłącznie pozytywnych, zadziornych fraz.

Drugi set otwiera drżenie kontrabasu. Reszta instrumentów snuje małe fonie i czeka na przebieg wydarzeń. Minimal and so dark chamber as well! Po krótkiej rozgrzewce kwartet idzie w tango z uśmiechem na ustach. W połowie szóstej minuty czeka na nas prawdziwa perełka – kontrabas i altówka plączą się wzajemnie posuwistymi smyczkami. Po stoppingu – garść macanek i przytulanek, czyniona niemal w zupełnej ciszy. Po ochłonięciu, żwawe wyjście na prostą, w trakcie którego każdy z muzyków stosuje inną technikę gry. Struny skowyczą, tańczą, skrzeczą i pyskują. Cała improwizacja skrzy się bezgraniczną kreatywnością. Po trzynastej minucie smyki płoną już ogniem piekielnym, a palce na strunach gitar tańczą w małym obłędzie. Wygaszanie tych emocji, czynione bardzo kameralnie, stawia ów moment płyty po stronie wybitnych jej atutów! Cisza, która trzeszczy, liczy struny i piłuje. Muzycy systematycznie wydają się wspinać na ostatnie dziś wzniesienie – smyki harcują, ich dźwięki gęstnieją – krzyki, warknięcia, kanty i zadziory, a pod nim wulgarny dron kontrabasowego smyka. What a game! Przed upływem 23 minuty wszyscy, jak najbardziej kolektywnie, zarządzają finałowy odwrót, którego ważniejsze elementy składowe, to muskanie strun, szumy i szmery pomiędzy nimi, ćwierćtony i źdźbła nadchodzącej, ostatecznej ciszy.” Spontaneous Music Tribune – Poland