nwoj0032

NWOJ0032_cover_square_3500px

DANIEL THOMPSON : FINCH
cd

Improvisation One
Improvisation Two
Improvisation Three
Improvisation Four
Finch

Daniel Thompson  : acoustic guitar

Improvisation One To Four
Performed, recorded, mixed and mastered at the Sunny Side Inc. Studio, Anderlecht (Belgium) on August 9th 2019.
Finch
Recorded by Daniel Thompson in London on the 26th September 2019

Sleeve notes : Guy Peters.
Layout : Rutger Zuydervelt

“Poemat kreatywnej, minimalistycznej improwizacji na gitarę akustyczną solo zaczynamy w stanie … klinicznego niemal minimalu – akord, cisza, akord, cisza, dwa akordy i cisza – dwuminutowa introdukcja mija wyjątkowo długo. Po niej czas na trzy rozbudowane, kilkunastominutowe opowieści. A na sam finał płyty … jedenaście sekund szumu, który wyczerpuje wątek utworu tytułowego.

Improwizacja druga, to cisza powolnych, spokojnych i łagodnych fraz gitarowych. Pojedyncze akordy, flażolety, półdźwięki, które z mozołem lepią się w coś na kształt narracji. Suchy, dźwięczący flow niczym niezmąconej akustyki. Bez dróg na skróty, z częstym wszakże użyciem repetycji. Chwilami pachnie Baileyem, ale całość naznaczona jest bystrym zmysłem dramaturgicznym Thompsona. Czasami opowieść smakuje rockiem, nawet rockabilly, ale to tylko ułamki sekund, zajawki, tego, co mogłoby się wydarzyć, ale … nie wydarzy się. W drugiej części utworu jest czas na duże porcje repetującej ciszy, skupionych półpreparacji, pasaży swobodnych oddechów i westchnień muzyka. Na sam jej zaś koniec, pierwsze próby bardziej aktywnej postawy gitarzysty – poszukiwanie i odnalezienie jego ulubionej metody budowania narracji, czyli na poły rytmicznego, konsekwentnego piłowania strun giętką kostką lub innymi przedmiotami. The one and only metallic and acoustic sound.

Improwizacja trzecia zaczyna się meta frazami czegoś, co przypomina zmutowany … country rock. Muzyk skacze po gryfie zwinnymi, kocimi ruchami, stawia stemple dźwięków, jakby znaczył teren, regulował zasady współistnienia w jego czasoprzestrzeni. Dystans, precyzja i dramaturgiczna nieśpieszność, dużo powietrza pomiędzy frazami i permanentny oddech minimalizmu, jako zasady kardynalnej. Po kilku minutach cisza zdaje się przejmować na moment pełnię władzy. Pod koniec utworu muzyk proponuje nieco więcej dźwięków. Zaczynają one ze sobą cudownie rezonować, budować metafizykę swobodnej improwizacji. Delikatne flażolety rozbrzmiewają, struny piszczą i skowyczą, wszystko funkcjonuje jednak na granicy kreatywnej łagodności. Wejście w czwartą improwizacją, w jej części początkowej nic nie zmienia w obrazie całości. Pojedyncze frazy, repetycja, cisza, półakordy, które budują dramaturgiczny suspens. Wyczekiwanie na to, co zdarzy się za moment pachnie ceremoniałem niespełnienia. W drugiej połowie utworu muzyk wybudza nas z letargu minimalizmu – jakby flow nabierał nieco masy i zgrzebnej dynamiki, jakkolwiek w wymiarze pasikonika, która skacze po mokrej trawie. Dużo zdrowego fermentu wnosi do opowieści użycie pałeczki, którą muzyk tratuje gryf gitary i naznacza opowieść ciekawym walorem post-perkusyjnym. Dźwięki, choć w stu procentach akustyczne, jakby nabierały wymiaru elektroakustycznego. Daniel zaczyna piłować struny ostrym przedmiotem, ale nie porzuca trybu perkusjonalnego. Definitywnie kreśli tym samym najciekawszy fragment płyty. Gdy czwarta improwizacja wygaśnie, pozostanie nam jedynie owe kilkanaście sekund szumu, o którym wspominaliśmy na wstępie.” Spontaneous Music Tribune – Poland