nwoj0020

NWOJ0020_cover_square_3500px

TONUS : EAR DURATION
cd

1. SET 2
2. SET 3
3. SET 1

Graham Dunning : snaredrum, objects
Dirk Serries : accordeon, acoustic guitar
Benedict Taylor : viola
Martina Verhoeven : piano
Colin Webster : flute, alto sax

Performed at Hackney Road Studios, London (UK) on October 26th 2018. Recorded by Tim Cedar. Mixed by Dirk Serries. Mastered by Sunny Side Inc. studio (Anderlecht, Belgium). Sleeve notes : Guy Peters. Layout : Rutger Zuydervelt

“Seria wydawnicza A New Wave Of Jazz, prowadzona przez belgijskiego gitarzystę Dirka Serriesa, jest na tych łamach wnikliwie analizowana przy każdej nadarzającej się okazji. Z premierami płytowi, które za moment omówimy, doliczyliśmy się już 22 pozycji w katalogu, nie licząc kompaktowych reedycji nagrań wcześniej wydanych na winylach. Dokładnie wszystkie one zostały tu zrecenzowane, a skrótów do starszych tekstów szukajcie na końcu tej opowieści.

Dziś pochylimy nasze uszy i oczy nad trzema niezwykle świeżymi płytami (wszystkie w formacie CD), które swą światową premierę będą miał 19 stycznia br. Powrócimy do projektu Tonus, który zaistniał na trzech srebrnych krążkach jesienią ubiegłego roku, poznamy zupełnie nowe twarze w katalogu labelu, tu skwapliwie uprawiające … muzykę komponowaną w stylistyce minimalistycznej, wreszcie bezceremonialnie uklękniemy przed dokonaniami pewnego swobodnie improwizującego duetu, którego płytę już dziś śmiało możemy ochrzcić mianem pierwszej kandydatki do listy best of the year 2019! Baa, nawet od niej zaczniemy naszą dzisiejszą opowieść!

Taylor i Serries zostają z nami (ten drugi ma ze sobą także akordeon). W uzupełnieniu składu formacji Tonus, dołączają do nich: Graham Dunning na werblu (plus obiekty), Martina Verhoeven na fortepianie oraz Colin Webster na flecie i saksofonie altowym. Nagranie studyjne z Hackney Road, Londyn, 26 października ubiegłego roku. Trzy sety, poddanej procesowi predefinicji, muzyki improwizowanej, umieszczone na krążku nie chronologicznie (najpierw usłyszymy set drugi, potem trzeci, na końcu zaś pierwszy, przy okazji najdłuższy – łącznie wszystkie one pochłoną 62 minuty bez jednej sekundy naszego bezcennego czasu). Muzycy improwizują wedle werbalnych lub przekazywanych gestami, instrukcji gitarzysty. Kierując się słowami zawartymi w liner notes, można powiedzieć, że to przykład predefinicji, która miast pętać instynkt improwizatora, stara się kreować jego wyobraźnię, wyrywać ze strefy komfortu, która pozwala unikać typowych i wyuczonych zachowań w procesie swobodnej wymiany dźwięków, by nie rzec – pokonać pewien rodzaj artystycznego lenistwa.

Set 2. Muskany dłońmi werbel, drżące struny, szmery, szelesty, napięcia i przepięcia stuprocentowej akustyki. Moc małych dźwięków, prychania saksofonu, pojedynczych akordów piana – mikroakcje, mikroreakcje. Rozmowa półgębkiem, frazy wypowiadane krótkimi słowami. Z czasem programowa pasywność traci na sile, a w potoku narracji pojawiają się wyrazy dwu-, a nawet trzysylabowe, które zwinnie się komplikują, wchodzą w coraz tłustsze zwarcia. Ciekawe przeciąganie liny na gryfie altówki, podczas gdy zajęciem pozostałych zdaje się być specyficzne call & response. W 7 minucie, incydentalne, nanosekundowe salwy wprost z klawiatury, szorowanie werbla i skrawki melodii na małym strunowcu. Pajęczyna improwizacji zdaje się gęstnieć. Saksofon wydaje z siebie jednocześnie więcej niż jeden przedech. Moc kolektywnej zabawy w dźwięki w rozkwicie. Skojarzenie z Karyobin Spontaneous Music Ensemble dodaje radości licu recenzenta. Jesteśmy z dala od programowego minimalizmu Tonusa.

Set 3. Akord gitary, cisza, szmer werbla w oczekiwaniu na dźwięk. Echo nieistnienia, stukot z oddalenia, szum z tuby. Muzycy balansują na progu ciszy, ślą mikrofazy ledwie dostrzegalne gołym okiem. Sucha kipiel w tubie zwiastuje zmiany. Kolejny sygnał, to mocny akord piana – zdaje się, że to element najbardziej charakterystyczny dla poetyki Tonusa. Źdźbła sonorystyki spod wilgotnego werbla, półdźwięki z pudła rezonansowego gitary, pisk altówki, szmer niepokoju z tuby. W 7 minucie muzycy budują skwiercząco-szumiący wielogłos, który systematycznie, acz powolnie, rozkłada się na pojedyncze ekspozycje, które raz za razem wchodzą w niebanalne interakcje. Strumienie ciekawych i zaskakujących dźwięków, które w okolicach 11 minuty narastają i pętlą się, by po kolejnych kilku minutach, przejść w fazę elektroakustycznych ślizgawek po strunach, dyszach i innych powierzchniach płaskich. W komentarzu półdźwięki altowe i … akord piana, niczym cerber ładu i chaosu tej delikatnie sterowanej improwizacji.

Set 1. Bez zaskoczenia – akord piana, potem plama z altówki i nowe elementy – suchy flet i rezonujący akordeon. Brudne dźwięki strun, klejone do siebie interwałami ciszy. Znów akord piana, akord, akord… Szelest wody z obiektów Dunninga, symfonia małych dźwięków. Set ma konstrukcję minimalistyczno- repetytywną, budowaną wokół westchnień piana, długą w czasie, jakby idealnie pomieszczoną w kanonie twej idei muzykowania. Slow chamber in sonore. 9-10 minuta przynoszą incydentalne pasaże fletu i altówki, które zdają się być nieco dłuższe niż uprzednio. Obok, narracja budowana przez werbel i obiekty, sprawia nawet wrażenie dłuższej niż rok świetlny. Plastry elektroakustycznego miodu wydają się coraz bardziej rozłożyste i lepkie w dotyku, delikatnie nasączone życiem. Cały set, to skrajnie monotonny potok frapujących dźwięków, rodzaj wszakże dramaturgicznego spleenu, który nie ma zaszytego w sobie kierunku działania. Po 15 minucie dźwięki stają się uporczywie powtarzalne, bez istotnych zaskoczeń, jakich doświadczaliśmy w trakcie seta 2 i 3. Solą narracji wydają się tu być konstrukcje Dunninga, umieszczone na środku sceny, budowane poprzez szmer obiektów, które wchodzą w relacje dotykowe z naładowanym małym prądem werblem. Piano i akordeon stawiają stemple repetycji, wokół nich, na drugim i trzecim planie dzieją się małe dramaty, które – szczęśliwie – skutecznie absorbują naszą uwagę. Po 25 minucie w tej roli, from time to time, występują naprzemiennie flet i altówka. Schemat Tonusa nie akceptuje jednak większych porcji ekspresji.” Spontaneous Music Tribune – Poland