TONUS’ EAR DURATION album (2019) receives a beautiful review on the Dutch MOORS magazine. The album is still available from our store and on bandcamp.
“Tonus is een internationaal improvisatie-quintet, bestaande uit Graham Dunning op snaredrum en objecten, Dirk Serries op accordeon en akoestische gitaar, Benedict Taylor op viola, Martina Verhoeven op piano en Colin Webster op fluit en altsaxofoon.
Ear Durations werd op 26 oktober 2018 in Londen opgenomen en is een wonderbaarlijke ervaring om naar te luisteren, want er gebeurt bijna niets, maar dat “bijna niets” is zo ongelofelijk spennend dat je als luisteraar met ingehouden adem op het puntje van je stoel zit te luisteren naar de drie lange improvisaties op dit album. Het album eindigt overigens met de langste eerste set die ongeveer een half uur duurt en die relatief het meest gestructureerd klinkt, opgebouwd rond Martina Verhoeven’s pianospel.
De andere twee sets zijn onvoorspelbaarder, maar ook oneindig veel spannender, en als je er naar luistert in je huiskamer, zoals ik deed kan er iets bijzonders gebeuren, want dan gaan alle geluiden in je huis en daarbuiten actief meespelen – de onverwachte hagelbui bleek zich perfect in de derde set te voegen, en het tikken van de verwarming leek ook te passen in het de stroom geluiden die uit de boxen kwam. De grens tussen bijzondere geluiden en muziek is soms bijzonder klein.
Een tweede en derde luistersessie deed me beseffen dat het “bijna niets” van Tonus wel erg bedrieglijk is, want er blijkt toch wel erg veel te gebeuren, alleen al aan interactie tussen de vijf musici, en hoe vaker je luistert, hoe fraaier de muzikale gesprekken worden. Kortom: een absolute aanrader voor iedereen met open oren, gevoel en aandacht voor muzikaal avontuur.”
This fantastic Polish webzine, led by Andrzej Nowak, just reviewed our 3 new releases. The albums are still available from our store and bandcamp.
Ostatni z dzisiejszych duetów, być może najbardziej tajemniczy: Anton Mobin określający swoje dźwiękowe ekspozycje jako prepared chamber (domniemujemy, iż wydobywa dźwięki ze wszystkiego, co znajduje się w danym pomieszczeniu) oraz Martina Verhoeven korzystająca z fortepianu, który na ogół preparuje. Ich opowieść jest bardzo długa (dwie improwizacje, 76 minut i 47 sekund), chwilami bardzo dotkliwa fonicznie, ale nieustannie intrygująca (większość odsłuchu spędzamy z pytaniem na ustach: cóż to za dźwięki ?!?). Zapraszamy do pieczary akustycznych zagadek, nagranych w … studiu Sunny Side w brukselskim Anderlechcie, w lutym 2020 roku.
Spektakl zaczyna się prawdziwą burzą z piorunami! Małe akustyczne katastrofy, całe morze fake sounds, okalające dźwięki preparowanego piana, ocean czegoś, co moglibyśmy określić mianem prepared acoustic reality! Fonia zdaje się tu być niemal przesterowana – burczy, brzęczy, charczy, szumi, szoruje, jęczy, oddycha niczym żywa materia, czasami smakuje wręcz elektroakustycznie. Ale już po chwili przestajemy zadawać sobie pytania o źródła pochodzenia danych dźwięków, dajemy się bowiem ponieść ekspresji tej małej wojny światów. Kostropate kształty, filigranowe eksplozje, suprice by suprice. Aura dewastujących nasze uszy fonii sprawia, iż pierwszy, czysty dźwięk z klawiatury fortepianu zdaje się brzmieć niczym intruz! Taki oto akustyczny horror trwa pełne dwadzieścia minut. Po upływie tego czasu łagodne dźwięki fortepianowych strun przenoszą nas w inny wymiar czasoprzestrzeni. Narracja oddycha mrokiem i pajęczynami! Definitywna obniżka poziomu hałasu zaczyna sprawiać, iż improwizacja nie dość, że staje się bardziej przyswajalna, to zaczyna intrygować niemal podwójnie. Coraz więcej brzmienia klawiszy, coraz więcej niuansów i dźwiękowych subtelności. Pod koniec 40-minutowego seta dominuje preparowane piano, które zdobione jest nieco bardziej hałaśliwymi ornamentami z drugiego ośrodka dowodzenia. Improwizacja śpiewa piskliwym głosem, doposażona frazami sugerującymi jakiś głęboko skrywany rytm.
Druga opowieść jest nieco krótsza, ale zdaje się kontynuować te wątki pierwszej części, które podobały nam się najbardziej. Mroczne piano zarówno z klawiatury, jak i bezpośrednio ze strun, post-basowe i post-perkusyjne frazy prepared chamber. Narracja znów nabiera pewnej rytmiki, pokręconej, niemal psychodelicznej, chwilami całkiem żwawej. Po niej następuje długa, efektowna ekspozycja solowa pianistki (jeśli czymś wzbogacona, to zawodzi ucho recenzenta). W połowie seta improwizacja znajduje ciszę i znów robi się nad wyraz smakowicie. Muzycy stawiają na drobne frazy, preparują z precyzją chirurgicznego skalpela, czyniąc ów fragment bodaj najciekawszym na całej płycie. Pod koniec pojawia się kilka bardziej hałaśliwych akcentów, ale chyba jedynie w ramach skromnej repryzy tego, co działo się na początku nagrania. Piano Martiny stawia piękne stemple czarnymi klawiszami, niemal podśpiewuje. Akcesoria Antona rzężą niczym zepsute urządzenie elektryczne.
Na najlepszy z możliwych początków duet w składzie: John Edwards na kontrabasie i Dirk Serries na gitarze akustycznej. Dźwięki zarejestrowane 8 lutego 2020 roku w Londynie (Dave Hunt Studio) *). Dwie rozbudowane, dalece swobodne improwizacje trwają tu łącznie 44 minuty i 56 sekund.
Muzycy zaczynają spektakl delikatnym wybudzaniem strun swoich instrumentów ze stanu uśpienia. Już tu jednak, na etapie dalece wstępnym, każda akcja może liczyć na bystrą reakcję. Dźwięki szukają się wzajemnie, łączą w małe plejady, syczą jak koty, rżą jak dziki w mrocznej gęstwinie lasu. Opowieść potrafi tu powstać z kolan w ułamku sekundy, ale równie szybko wpaść w ramiona ciszy. Już po 6 minucie słyszymy pierwsze głębokie oddechy akustycznego mroku, stymulowane frazowaniem smyczka na kontrabasie. Po chwili ze smyczków korzystają już obaj muzycy i wdają się w post-barokowe lamentowania. Niespodziewanie łapią ekspresję i już w trybie pizzicato & riffs udają się na niewielkie wzniesienie. Po 13 minucie znów stygną i oddają się leniwym zajęciom – preparują dźwięki i ślą sobie wzajemnie barokowe ukłony. Pod koniec pierwszego seta dopada ich kolejna porcja mocy – smyczki, riffy, bystre akordy idą w tango, czyniąc finał wyjątkowo urokliwym.
Drugi set długimi minutami zdaje się stawiać na bardziej refleksyjne emocje. Dużo gry ciszą, wystudzone, post-rockowe grepsy, tudzież leniwe smyczki. Te ostatnie potrzebują ledwie ułamka sekundy by skoczyć na głęboką wodę. Po kilku pętlach powracają jednak w odmęty ciszy i brzmią niczym akustyczny ambient! Jak to często bywa w swobodnej improwizacji, po interwale spokoju następuje prawdziwy wybuch emocji. Tym razem płyną one wprost z repetycji kontrabasu i echa rockowych skojarzeń gitary. Drugi set ma swój kardynalny stopping w okolicach 15 minuty, po którym artyści szukają nowego wątku, toną w mroku, ale widzą światełko na końcu tunelu. Smoliste kłęby gitary i akrobatyczne pizzi & arco kontrabasu tworzą tu pewien dramaturgiczny suspens. Muzycy zdają się ugniatać ciszę, polerować struny wilgotnymi smyczkami. Finałowa prosta, to kolektywny śpiew strun, boleśnie piękny, świetnie reasumujący to wyjątkowe nagranie.
Kolejny nowofalowy duet powstał w lutym ubiegłego roku, znów po tamtej stronie Kanału, w miejscu zwanym Peckham Road Studios. Dwóch Brytyjczyków zwarło szeregi w dalece kameralnej improwizacji: Tom Jackson na klarnecie oraz Colin Webster na saksofonie altowym i barytonowym. Dodajmy, iż dla tego drugiego, to być może the most chamber event in his life! Sześć improwizacji rozciąga się w czasie niemal po widnokrąg, trwa bowiem 70 minut bez kwadransa sekund.
Pierwszą dętą dyskusję klarnet rozpoczyna w towarzystwie altu. Podobnie rzecz będzie się miała w pozostałych nieparzystych utworach. Z kolei w parzystych dudnił będzie saksofon barytonowy. Początek jest mroczny, niemal dronowy. Kameralna trwoga pospołu z kameralną zadumą realizują się tu zarówno w formie bystrych short-cuts, jak i rozciągniętych w czasie, chwilami wręcz klasycyzujących fraz. Muzycy sprawiają wrażenie, iż lepiej czują się w mglistych, zacienionych miejscach, ale i w post-swingowych przebieżkach nie dostrzegają nic zdrożnego. W drugiej, barytonowej części narracja nie przestaje być kameralna, ale oba instrumenty starają się tu pokazywać całe spektrum swoich możliwości brzmieniowych, zatem emocji i bardziej gęstych, głośnych dźwięków także tu nie brakuje. Początek kolejnej improwizacji wydaje się być wyjątkowo urokliwy. Alt i klarnet dyskutują drobnymi frazami w estetyce call & responce. Szukają zadziornych fraz, efektownie parskają i szczerzą zęby w zawadiackim uśmiechu. Przez moment kameralny posmak zdaje się tu ginąć w niemal free jazzowym ogniu.
Czwarta opowieść, zatem znów baryton, to kameralna, ale taneczna przygrywka. Także gra na małe pola – efektowne zaśpiewy klarnetu, kontrapunktowane czerstwym oddechem saksofonowych dysz. Wreszcie bystra faza preparacji – baryton chce charczeć, klarnet temperuje go jednak po swojemu. W piątej części dominuje nerwowa … melancholia. Szczypta melodii, garść dynamiki i próby poderwania się do bardziej wysokich lotów. Efektowne, taneczne podrygi i afektowane westchnienia, a na koniec odrobina imitacji. Finał tej przepięknej, choć odrobinę zbyt długiej płyty, pławi się w kameralnym samouspokojeniu. Baryton, co prawda jątrzy na każdym zakręcie, szuka dynamiki, preparuje, pracuje gołymi dyszami, ale klarnet zdaje się trzymać rękę na pulsie narracji, prowadząc oba instrumenty w piękną, znów dość nerwową fazę leniwych preparacji. Końcówka urokliwie ginie w poświacie zmysłowego dark chamber.
Bandcamp remains a great supporter of the independent arts as their BANDCAMP FRIDAYS return. They are waiving their revenue shares so that every penny goes directly to the musicians themselves. So to celebrate that as a token of appreciation for the years of your support, we’re offering you a 20% on individual digital or physical releases and a stunning 85% discount on the full digital A NEW WAVE OF JAZZ catalog. Discount code : bandcampfridayfebruary22 – valid till tomorrow. newwaveofjazz.bandcamp.com
Here’s a freshly published review of DANIEL THOMPSON’s 2019 album ‘FINCH’ on the Dutch Moors webzine. The album is still available from our store or bandcamp.
“Gitarist Daniel Thompson heeft sinds kort zijn eigen platenlabel Empty Birdcage Records, maar hij heeft eerder onder meer voor het Vlaamse label New Wave of Jazz van gitarist Dirk Serries al opnames gemaakt die ik zojuist ontdekte en die de moeite waard zijn om nog even in de lucht te steken – je kunt niet genoeg geïmproviseerde muziek vastleggen, vind ik, want heel vaak blijkt dat je bij nadere beluistering dan verrassende ontdekkingen doet. Finch is een solo-album – je hoort Thompson drie kwartier lang in vier improvisaties – in de eerste begint hij buitengewoon ingetogen en stil, maar later gaat hij zijn instrument behandelen op een manier zoals we dat niet vaak horen bij gitaristen – het wrijven over de snaren bijvoorbeeld wordt meestal als storend bijgeluid ervaren, maar Thompson gebruikt het hier nadrukkelijk in een van zijn improvisaties. In een solo-improvisatie kun je achter niemand verbergen, maar je kunt ook volledig voluit gaan – Thompson doet dat ook, vanaf de minimale start, met weinig noten en veel stilte tot de bijna chaotische stukken die onvoorspelbaar alle kanten op gaan, waardoor je als luisteraar steeds op scherp gezet wordt. Daar hou ik wel van. Unieke muziek dit, die steeds beter wordt naarmate je het album vaker draait.” Moors Magazine – The Netherlands
This evening GEORGE HADOW (drums) and DIRK SERRIES (guitar), both label affiliates, are kicking off their series of 4 concerts to promote their CHAPEL album on Creative Sources. The kick-off is at this lovely new venue KLANKHAVEN in Antwerpen (Belgium). See you down the road.
You must be logged in to post a comment.