FREE JAZZ WITH FRED

The fantastic FREE JAZZ WITH FRED, a radio show hosted by Fred Kellogg on KAOS 89.3FM (Olympia, Washington USA), has been supporting the label and related releases over the past years. The latest episode features our latest two releases and Dirk Serries’ IMPETUS GROUP album on Klanggalerie. Let yourself be accompanied by a few hours of fine radio-making. Listen here.

JAZZ’HALO REVIEWS

Courtesy of critic Georges Tonia Briquet, our latest 2 releases just got a review on the JAZZ’HALO website. Both albums are still available through our bandcamp store.

“Geen naam van een advocatenkantoor of niet de titel van een vergeten aflevering uit het repertoire van Monty Python deze ‘Zwosch, Zwosch & Zwosch’. Het betreft het triumviraat van Carlos “Zingaro” (viool), Guilherme Rodrigues (cello) en José Oliveira (percussie) dat de inspiratie haalde bij de Duitse dadaïstische collagekunstenaar en klankengoochelaar Kurt Schwitter. Deze drie improvisators “pur sang” uit de Portugese scene doen hem alle eer aan met de opname. Ze gebruiken wat percussie en geschuifel over snaren als introductie van dit concert dat plaatshad op 30 juli 2021 tijdens het Festival DME in Lissabon. Doodse stilte langs de kant van het publiek en een steeds complexer kluwen van akoestische klanken op het podium. Indrukwekkend hoe deze muzikanten met een minimum aan gereedschap een gelaagde en ingenieuze structuur opbouwen. Of hoe ze hedendaagse kamermuziek ogenschijnlijk nonchalant koppelen aan doorgedreven impro. Soms lijkt het of ze over elkaar heen struikelen maar elke beweging of uithaal geeft aanleiding tot een nieuwe gecalculeerde zet.
Voor nadere kennismaking met het trio verwijzen we naar de hoestekst van Guy Peters. Van daaruit is het een kwestie om de interessante discografie van de drie uit te pluizen. Dit leidt tot connecties met onder meer Paul Lytton, Joëlle Léandre en Peter Kowald.” Jazz’Halo – Belgium

“Op het eerste luik van deze dubbel-cd (‘Hunt At The Brook Again’) treden Tom Jackson (klarinet), Benedict Taylor (altviool) en Daniel Thompson (akoestische gitaar) aan. Van bij de eerste noten wordt het bordje “actie” bovengehaald. Al even snel ruilen ze de actie echter in voor een omzichtige uitwisseling om nadien een nieuwe tempowissel in te lassen. Het trio blijft zo gedurende vijftig minuten stroomstoten aan elkaar rijgen. Snarengetokkel en intens gepluk vullen de even koortsachtige klarinettonen aan.
Ze deinzen er niet voor terug om tot extremen te gaan zoals in ‘Second Movement’ (ongeveer na tien minuten) of aan het begin van ‘Fourth Improvisation’. In ‘Fifth Improvisation’ lijkt het zelfs of ze zich gaan “outen” als heuse rockers. Daar tegenover zijn er wat luchtigere en speelsere passages, meestal zelfs in hetzelfde “nummer”.
Voor het tweede deel (‘Hunt At The Brook With Neil Metcalfe’, 46’10) kregen ze het gezelschap van fluitist Neil Metcalfe. Geen drie plus een maar een hecht kwartet dat duidelijk een gelijkgestemde visie heeft en maar al te graag musiceert aan de hand van berekende toevalligheden. Concreet betekent dit dat ze continu kiezen voor het verweven van bevreemdende richtingen en samenvoegingen. Korte stiltemomenten maken hier deel van uit. Bovenal overtreft de verbeelding het pragmatische.”

YODOK III

YODOK III, the super band around TOMAS JÄRMYR (drums), KRISTOFFER LO (tuba) and DIRK SERRIES (electric guitar), are playing the Lowlands this Thursday, Friday and Saturday. Since their debut gathering in Norway August 2012, YODOK III have established a huge live reputation for creating these incredible soundscapes balancing between post-rock, doom, ambient, drone and avant-garde.
Performances are quite infrequent, due to the busy schedules of all 3 musicians, but now they are back with 3 new live concerts, playing Paradox (Tilburg, NL) on November 9th, November 10th at Oefenbunker (Landgraaf, NL) and JH Sojo (Leuven, B) on November 11th. Comes highly recommended.

SPONTANEOUS MUSIC TRIBUNE REVIEWS

Hunt At The Brook Again

Nagranie kwietniowe, to trio złożone z klarnetu, gitary akustycznej i altówki, posadowionych w takiej kolejności, od lewej do prawej strony naszego spektrum odsłuchowego. Na zagranie sześciu improwizacji muzycy potrzebują ponad 50 minut.

Początek, to swoiste small talks zalotnego klarnetu, na poły śpiewnej altówki i minimalistycznej gitary, która cedzi strzępy akordów. Muzycy dość szybko lepią z tego dalece emocjonalną narrację, świetnie na siebie reagują. Druga opowieść zdaje się być odrobinę mroczna, z jednej strony tworzą ją minimalistyczne szumy i szelesty, z drugiej post-melodyjne westchnienia. Improwizacja z każdym krokiem nabiera jednak mocy, a prawdziwie urokliwą ognistość osiąga po 10 minucie. Ekspresja nabiera tu niemal rockowych barw, szczególnie na strunach altówki. Trzecią opowieść zagaja gitara, altówka trzeszczy w szwach, a klarnet snuje kameralne melodie. Artyści przypominają teraz trzy gołębie usadowione na kolczastym drucie. Najpierw skaczą, potem gasną w obłoku post-melodii i strzępów dźwięku. W czwartej części muzycy serwują nam emocje od pierwszej sekundy. Altówka i klarnet niemal krzyczą, gitara z kolei stawia stemple. Improwizacja faluje niczym wzburzony ocean, bywa, że nabiera post-romantycznego powietrza w płuca, bywa, że śle nam grad drobnych, preparowanych fonii. Początek piątej części jest definitywnie minimalistyczny. Bardziej żwawa narracja rozpoczyna się w momencie, gdy na gryfie altówki pojawia się plama brudu. Emocje rosną tu w postępie geometrycznym, ale gdy zajdzie taka potrzeba, droga od fire music do post-classic chamber trwać może ledwie kilka sekund. Ostatnia improwizacja wydaje się być niezwykle delikatna. Małe melodie i filigranowe szarpnięcia za struny budują tu jednak całkiem dynamiczną ekspozycję, niepozbawioną przybrudzonych, zadziornych fraz.

Hunt At The Brook with Neil Metcalfe

W maju muzycy spotykają się już we czwórkę, a instrumentarium zostaje uzupełnione o flet. Tym razem improwizacja składa się z czterech części i trwa niewiele ponad trzy kwadranse.

Pierwsza improwizacja rodzi się z ciszy, wstaje z kolan wyjątkowo powoli. Altówka skrzypi, reszta załogi podśpiewuje pod nosem. Niektóre wątki zdają się tu brzmieć niemal klasycznie. Szczęśliwie opowieść nabiera jednak rumieńców i zaczyna toczyć się w estetyce, którą tak sobie cenimy. Dobre akcje, świetne interakcje, zadziorne frazy, wyłupiaste spojrzenia i uszy otwarte na każdy dźwięk. Narracja po kilku wzniesieniach tonie w mroku minimalizmu, ale to zdaje się jeszcze bardziej podkreślać urodę chwili. Po restarcie emocje zaczynają buzować, a improwizacja mienić się wszystkimi kolorami tęczy. Finał kilkunastominutowej opowieści, to morze wyjątkowo udanych interakcji. Kolejną część zaczynają samotne dęciaki, płynące bardzo kameralnym strumieniem. Strunowce w rekontrze ślą cięte riposty polepione w brudne frazy. Niewiele tu trzeba, by cały kwartet zatonął w ekspresyjnej, jakże kolektywnej akcji, nasyconej wszakże silnie molową melodyką. Opowieść ma jeszcze jedno efektowne spiętrzenie, zainicjowane przez nad wyraz aktywnego w tym akurat momencie gitarzystę. Trzecia improwizacja, równie leniwa na starcie, jak ta pierwsza, zdaje się wstawać z grobu. Brzmi mrocznie niczym surowa muzyka dawna. Dęciaki w żałobnych modlitwach, strunowce w roli pająków tkających coraz większą pajęczynę. Zdaje się, że każdy, nawet najdrobniejszy dźwięk znajduje tu swoje miejsce. Po fazie dramaturgicznego rozwinięcia następuje piękna finalizacja, która płynie korytem melodii i smutku. Nagranie wieńczy czterominutowa koda, która zdaje się konsumować urodę wszystkich poprzednich epizodów. Wstęp gitary i fletu, rozwinięcie w pełni kolektywne. Zróżnicowana dynamika i dużo emocji na ostatniej prostej.” Spontaneous Music Tribune – Poland

“Portugalskie spotkanie miało miejsce w sercu lizbońskiego lata roku 2021. Kameralne, strunowe (skrzypce i wiolonczela), ale pełne zaskakujących emocji, szczególnie dzięki bardzo aktywnej pracy perkusjonalisty, który nie stronił od rytmicznych, niekiedy całkiem dynamicznych akcji. Dodajmy, iż koncert jest nieprzerwanym strumieniem dźwiękowym.

Już od startu perkusjonalista silnie akcentuje swoją obecność – zdaje się mieć w ręku mnóstwo przedmiotów, które jednocześnie wydają dźwięki, choćby miseczki wypełnione metalowymi kulkami. Wiolonczela budzi się do życia ze śpiewem na ustach, z kolei skrzypce naciągają wyjątkowo suche struny. Trochę akcji mechanicznych, garść rezonujących fraz i incydentalnie preparowane frazy ze strony każdego z muzyków. Perkusjonalista w tę różnorodną i wielogatunkową improwizację wkłada mnóstwo kreatywności, którą usytuować można w nieskończonych doświadczeniach free improv, z kolei skrzypek i wiolonczelista uzupełniają ów gatunkowy tygiel mnóstwem fraz post-barokowych, ale niekiedy wręcz bogactwem godnym renesansu. Narracja ma tu wiele faz, urokliwe skrzy się gęstymi porcjami ekspresji, innym razem chowa w ciszy i zdaje się wtedy produkować jeszcze piękniejsze frazy. Dużo mamy melodii, ale także zaskakujących sytuacji, gdy nagle wszystkie instrumenty brzmią niczym wataha dzikich perkusjonalii. Po 20 minucie napotykamy na szczególnie fascynujące wydarzenia – najpierw skrzypek i wiolonczelista siłują się ze strunowymi naciągami, a towarzyszy im nerwowy, szeleszczący perkusjonalista. Potem następuje skok w estetykę muzyki dawnej, bogaconej sekwencja gongów. Gdy cello niespodziewanie przechodzi w tryb pizzicato, improwizacja zaczyna nowe życie, przez moment stając się teatrem jednego aktora. Tuż potem, już w niedalekiej bliskości zakończenia, dostajemy porcję wyjątkowo pięknych, strunowych śpiewów, które doposaża w emocje niecierpliwy i znów niezwykle kreatywny perkusjonalista. Ta niebywała, choć jakże krótka podróż zwieńczona zostaje wspólnym, szczęśliwym dronowaniem.” Spontaneous Music Tribune – Poland

JEAN-MICHEL VAN SCHOUWBURG REVIEWS

On his ORYNX-IMPROV’ANDSOUNDS blog Jean-Michel just shined his light on our 3CD live compilation LIVE AT PLUS-ETAGE, VOL 1. This triple album is available here.

“Un Plus Etage dans une petite ville qui n’est ni entièrement néerlandaise, ni entièrement belge, bien que située au nord de la frontière belgo – néerlandaise. Baarle-Hertog et Baarle-Nassau. Enclaves incluant des Exclaves qui contiennent parfois des Enclaves parmi lesquelles le résident belge a son jardin contigu aux Pays Bas. Et l’aubergiste sert ses clients dans les deux pays : la frontière est délimitée par des traits de peinture à même le sol de la salle séparant les tables installées soit aux Pays-Bas, soit en Belgique. Peut-être que l’Étage mentionné est apatride…
Charlotte Keefe est une trompettiste inspirée de la scène Britannique qui s’est fait entendre et enregistrer depuis plusieurs années. Andrew Lisle est un fidèle d’Alex Ward, Dan Thompson, Colin Webster etc… En se servant de son solide bagage de batteur de jazz, Andrew Lisle insuffle une trame vivante et musicale à des enchaînements – tuilages de figures de batterie, de frappes variées sur les fûts et le bord de sa caisse claire, des vibrations sonores en rythmes libres, pulsations rebondissantes. Charlotte Keefe zigzague au travers de fragments de mélodies, sussurrations, déchirures du timbre, écrasements de notes, effets de souffle et de pistons, vocalisations : un langage et une grammaire free face au drumming de son compagnon, à mi-chemin entre le dialogue et une fonction de support polyrythmique. Une approche plus structurée et différente des percussionnistes pointus de la libre improvisation : les Paul Lovens, Paul Lytton ou Roger Turner ou John Stevens avec son kit réduit du S.M.E. Saluons le timing, la précision et la cohérence de sa prestation et la foison de figures pulsatoires déclinées ici tout au long d’une prestation de 50 minutes qui tient la route. Présence inspirante pour Charlotte Keefe, toute entière à explorer son instrument dans l’orbite du feeling rythmique instillé par le batteur. Je ne sais pas s’il s’agit d’un duo fixe ou d’une association ad-hoc dans le cadre de tournées respectives des sept musiciens enregistrés lors de ce concert du 29 Avril 2022. De toute façon, ce sont d’excellents musiciens et des improvisateurs émérites qui assurent une belle performance.
Stefan Keune. Alors, un message pour les fanatiques de feu Peter Brötzmann, de Mats Gustasson ou d’ Evan Parker, voici un sérieux client qui a mis un temps infini à s’imposer un (tout petit peu). Lors d’une interview d’Evan Parker au sujet des collègues plus jeunes dont il se sent proche esthétiquement, celui-ci n’a pas hésité à citer Stefan Keune en premier lieu, Stefan jouant alors régulièrement avec son ami, le guitariste John Russell (cfr Frequency and Use / Nur Nicht Nur). Le trio du CD2 a une instrumentation similaire sax guitare violon à celle du trio de Russell avec Phil Durrant et John Butcher, autre saxophoniste proche de Parker. À l’alto, le britannique Benedict Taylor, un collaborateur régulier du belge Dirk Serries, le troisième homme du groupe et responsable du label a new wave of jazz. Stefan Keune nous fait l’honneur de jouer ici exclusivement du sax sopranino, un instrument malaisé à manipuler, surtout si un quidam saxophoniste voudrait réitérer les exploits sonores de cet improvisateur germanique exceptionnel. Son articulation en double et triple détachés, déchiquetant le timbre et la texture normale de son biniou « jouet » , des extrêmes aigus quasi inatteignables grâce à la magie des harmoniques qui sifflent et tintent au-delà du registre le plus élevé. Confiez un sax sopranino à un saxophoniste professionnel (même diplômé du Conservatoire) pour en jouer au pied levé, la grande majorité d’entre eux vont décliner l’offre. Cet instrument requiert un entraînement spécifique pour en contrôler le souffle avec de nombreux intervalles de clés différents, son intensité, sa justesse, sa fluidité et la capacité dynamique entre le pianissimo le plus doux jusqu’au forte le plus puissant. Bonne chance ! Parmi les élus, Anthony Braxton, feu Wolfgang Fuchs et Lol Coxhill, Michel Doneda et mon copain Jean-Jacques Duerinckx. À ses côtés, l’altiste Benedict Taylor, le phénomène des gammes microtonales en glissando inspirées des violonistes de Raga d’Inde du Nord à la projection sonore impressionnante, sculpte la vibration boisée de l’âme de l’alto (un instrument plus difficile à maîtriser) avec une attaque audacieuse de l’archet sous tous les angles et une variation maniaque dans l’intensité de la pression des notes sur la touche ou dans les frôlements à peine audibles… Un des excellents violoneux de l’improvisation qui comptent dans l’univers de l’improvisation en Grande-Bretagne. Avec ces deux lascars intrépides, rien de tel que la gratte bruissante munie du sacro-saint chevalet qui fait résonner et trembler les cordes raclées, grattées, frictionnées avec autant de circonspection que d’énergie par Dirk Serries. Acoustique, bien sûr. On navigue ici dans les eaux pointillistes, l’abstraction formelle, les techniques alternatives qui transforment et altèrent définitivement l’instrument, ses conventions et ce pourquoi il a été conçu. « English disease », improvisation libre radicale British des John Stevens, Derek Bailey, Evan Parker, Paul Rutherford, Phil Wachsmann, John Russell, Roger Smith etc…. Une véritable dérive dans un paysage sonore imprévisible, exploratoire de sonorités improbables, de flux explosés, découpés par des zones de silence qui font partie intégrante de la musique. Par comparaison, le duo précédent de Keefe & Lisle semble avouer une relative fidélité au jazz moderne.
Avec la pianiste belge Martina Verhoeven et le contrebassiste Gonçalo Almeida, on revient un peu sur terre au CD2. Vous imaginez un piano, l’instrument bourgeois de la musique classique et ses 88 touches en tons et demi-tons sur les douze notes de la gamme tempérée, devoir s’intégrer dans la foire d’empoigne du trio Keune Taylor Serries ? Mais nos deux artistes nous avaient préparé une belle surprise en duo de contrebasses avec un départ minimaliste, relativement répétitif, sons ténus, frottements éthérés de la contrebasse, sciages , pizzicatos. Ambiance mystérieuse, graves bourdonnants, glissandi vers le soubassement des cordes, vibrations boisées grinçantes, frappes de l’archet, aigus flûtés ou nasillards au bord du chevalet. Et petit à petit s’imposent les contrastes débridés, les changements abrupts de registres, de tessitures, approfondissant le mystère et la frénésie ludique. Voilà une démarche appropriée pour que la musique de ce troisième set sonne aux antipodes des musiques des CD 1 et 2 et offre une toute autre esthétique, même si la performance est parfois un peu longue (qui n’essaie rien n’aura jamais rien). Elle rebondit aussi avec une belle énergie Vous n’imaginez pas conserver l’intérêt et l’attention du public durant deux heures et demie si la musique reste dans un statu quo esthétique et sonore. Un excellent témoignage d’une manière subtile de réussir un concert d’un soir, un partage éphémère d’instants merveilleux.

Ce qui est extraordinaire : les trois albums de cette chronique contiennent la participation inspirée de trois “altistes” ou “violonistes” alto ….” Orynx-Improv’AndSounds – Belgium